matka rządzi matka radzi matka nigdy cię nie zdradzi

matka na gigancie

totalnie wyposzczona, w ramach pocycowej imprezy i programu powrotu na rynek, postanowiłam uczynić towarzysko kulturalny update, udając się do stolicy. było wspaniale! absolutnie! hedonistyczna rozkosz sączyła się z każdą chwilą. od bezstresowej kąpieli w ekskluzywnych olejkach i balsamach, przez kulinarne orgie, zmysłową ucztę muzealną, po klabing tradycją sięgający czasu studiów. anton zaopiekowany przez tatę. po 2 dniach zaczęłam tęsknić jak pies. w ramach rozgrzeszenia, snując sie po wilczej wdepnęłam ze współtowarzyszką do lokalu, znanego już wcześniej z netu. bardzo tu modnie i współcześnie, znacznie bardziej niż na blogu. na oko niecałe 20 metrów kwadratowych na froncie, półki uginające się od wyselekcjonowanych książek o spełniającej wymogi miejsca stronie wizualnej, pachnąca kawa, chilloutowa muza, dzieci i nowocześni tatusiowie… podchodzi taki tatuś do ściany z książkami, z odpowiedniej półki ściąga wybraną pozycję, gromadzi przy sobie dzieciaki i zaczyna czytać. piękna dykcja, donośny głos, dzieci wtulone w rodzica, siedzą spokojnie.. słuchają… nagle tatuś zaczyna zarykiwać się ze śmiechu (przyznam szczerze, podobnie jak dzieci, nie zrozumiałam dowcipu czytanych treści) zawiązując tym samym jakąś tajemną reakcję chemiczną z panią za barem/kasą. zupełnie nieświadoma zaczęłam przepytywać uroczą obsługę o literaturę dla tych na etapie “ba-ba”. kursowałam wskazaną trasą z coraz większym rozczarowaniem. nie zauważając ciągle niewidocznych nici porozumienia, rzucanych nad moja głowa między ową panią a nowoczesnym tatą. postanowiłam z nadzieją zapytać o trudną do dostania w krakowie papuźnińską z płytą (kolejny egzemplarz zawsze się przyda). pani westchnęła jakby dźwigając cały ciężar kulejącego  polskiego projektowania graficznego i odrzekła, w skrócie, że książka nie została zakwalifikowana do sprzedaży przez szkaradną oprawę. zamurowana beknęłam coś w stylu że w sumie się zgadzam, ale książka przedstawia zupełnie inną, większą wartość… w tym momencie zorientowałam się że chyba jednak przeszkadzam. usunęłam się w cień, wertując te “lepsze” pozycje dla dzieci. niepostrzeżenie zjawił się inny nowoczesny tatuś ze swoim synkiem. usiadł w fotelu i zaczął czytać na głos książeczkę, którą dzieciak sobie wybrał. w tym momencie najwyraźniej zaniepokojony tata pierwszy, sięgną kurczliwie po inną opowieść i również zaczął czytać, tylko nieco głośniej i wyraźniej, sylabizując w wybranych momentach. i tak tatusiowie siedząc tyłem do siebie, w odległości mniej więcej metra, czytali swoim pociechom bajeczki. najwyraźniej tak to jest w miejscach, które stawiają na dobry wygląd. chwyciwszy śmieszną i rytmiczna opowiastkę o misiach wydawnictwa muchomor, padłam w marzenia o zielonym dywanie antona, na którym w domowym zaciszu oddajemy się szalonym interpretacjom ruchowo wokalnym naszych opowieści. i chyba jednak wolę “siedzieć” w domu.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

Tag Cloud

%d bloggers like this: