matka rządzi matka radzi matka nigdy cię nie zdradzi

3. park decjusza – kopiec piłsudskiego (wspomniana trasa wózkowa – hardkorowa)

rezydując niegdyś na woli justowskiej miałam okazję zapoznać się z dość osobliwą, krakowską interpretacją “luksusu”. właściwie każdy spacer justowskimi “alejkami” przypominał bałkańską wyprawę offroadową. wszem parkujące bryki, stare chodniki lub ich brak, zabudowany każdy skrawek ziemi to tylko nieliczne atrakcje.

żadnej ścieżki rowerowej no chyba że downhill w lasku wolskim ale tam też jakoś trzeba dojechać, a i nie każdy skorzysta…okoliczne wały zamieniono na zbiorową toaletę wyperfumowanych kanapowców, wypędzając skutecznie bażanty i kuropatwy, które jeszcze kilka lat temu cieszyły się w tym miejscu swobodą. nawet sarnie uroczysko nie uraczy już innego zwierzaka jak te zwane “pieskiem” i “kotkiem”,  strzegące bacznie swoich parceli. rozmyślając tak nad ekskluzywną dzielnicą, postanowiłam znaleźć jednak jakiś pozytyw i skierowałam swe kroki i kółka na trasę podstawówkowych pielgrzymek.

przez park decjusza przemknęliśmy migiem mijając kawiarenkę Chromego, zgromadzenie mam ławkowych, odnowioną pięknie willę decjusza i najciekawszy na woli, dizajnerski dom z gontu. skręciliśmy w lewo w modrzewiową, minęliśmy podstawówkę i dawną jednostkę wojskową, dochodząc do ul jeleniowej. po chwili rozważań w prawo w lewo, wybraliśmy dróżkę prosto, na przełaj. ledwo wygramoliłam się z wózkiem ale warto było. trójkołowy pięcioletni x-lander spisał się na medal. klimat bogatej dzielnicy powoli zostawał w tyle. idąc wzdłuż zielonego ogrodzenia doszliśmy do ukrytego w lesie parkingu a następnie do alejki wiodącej do zoo (na tą część trasy trzeba mieć na prawdę dobry wózek albo mocne ręce, żeby wynieść smyka na górę, bo trzęsie konkretnie). nieopodal wejścia do zoo wypatrzyliśmy znak “do kopca” skręciliśmy w alejkę i zdębiałam z zachwytu (tutaj już ja sama, ponieważ Anton jak zwykle uciął sobie drzemkę). po drugiej stronie muru, biegnącego wzdłuż tej trasy, znajdują się ptasie loże. śpiewne marzenia o wolności odbijają się aksamitnym echem, niesione przez korony liściastych drzew. wspaniała ta muzyka. zupełnie nierealna.

po tej chwili uniesienia i kulturalnych emocji na najwyższym poziomie, bez trudu dobiliśmy do kopca. rozsiedliśmy się w cieniu drzew, zasłużenie odpoczywając i biwakując do woli. wersja uproszczona wycieczki to powrót spod zoo autobusem 134, zaś opcja hardkorowa to czerwony szlak do chełmu i stamtąd 152 pod park. trudny do pokonania, po deszczu z wózkiem praktycznie nie do przejścia, więc w sumie lepiej sobie darować.

dla tych ptasich śpiewów i zapachu lasu warto się spocić😉

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

Tag Cloud

%d bloggers like this: